Home

Advertisement

Kurt hand
Tak wiem, pisać miałam tysiąc lat temu.
Nie tylko pisać i nie tylko tu, więc darujmy sobie usprawiedliwianie się czy cokolwiek.
Nie wiem czy to kwestia samotności jak zwykle, pory roku, złego trybu życia czy ogólnej przesrywalności życia samego w sobie, ach czy też oczywiście okresu, ale humor ostatnio mam taki, że szkoda gadać.
Ach nie, oczywiście przeważnie jak to ja, jestem dość pogodna, a nawet w piątek mega się wybawiłam ze znajomymi, upiłam winem i ogółem więcej poproszę.
Ale, ale, ale... zawsze się coś znajdzie.
I naprawdę zaczynam się zastanawiać czy to, że nic ale to nic mi się nie chce robić to naprawdę gigantyczne lenistwo czy może wpadłam w depresję. Ale co tam, nie chce mi się o tym myśleć.
Odkryłam wczoraj Evę Cassidy. I znowu smutek. Kobieta o takim talencie nie żyje, a ja marnuję swoje życie marząc o takim talencie, a w sumie nie robiąc nic, nawet pół kroku żeby cokolwiek ze swych marzeń zrealizować. Mam ataki weny, które niestety póki co nie przebijają się przez skorupę apatii i lenistwa, która zdaje mi się przyrastać do skóry lepiej niż brud.
W domu, jak to w domu, wszystko beznadziejne i z jednej strony kompletnie nie mam ochoty wyrwać się ze swojego pokoju, a z drugiej mam takie myśli żeby zostawić to wszystko w cholerę, gdzieś za sobą. Hm w sumie to chyba podobnie jak z moim życiem w ogóle.
Jak to jest, że my, wrażliwcy musimy sobie tak totalnie spieprzać życie?
Ech, nic no.
Chciałam coś motywującego zrobić, napisać, ale kiedy indziej. Póki co jest mi cholernie zimno i chce mi się jeść.
Co jak zwykle w przypadku aparatu będzie wyzwaniem. Ach, tak aparat. Mówiłam wam o nim? Dzisiaj aparat jest małą suką i rani mi wargę. Ale dobra, przeżyliśmy ataki na język, przeżyjemy i to.

Tak swoją drogą, albo mi się humor właśnie nieco poprawił, albo się nieco wkurzyłam i trochę żywiej przynajmniej się zrobiło. Co by oznaczało huśtawkę nastrojów, co skazuje moje pitolenie o niczym na niecne działanie hormonów. Ech, jak ja nie lubię tego czasu w miesiącu.

Mumble jumble

  • Nov. 5th, 2009 at 6:58 PM
Toboe - Wolf's Rain
I have lots and lots and lots of things to procrastinate about but will probably do it on Thursday when I have my braces put on D:
So yep that's it.

Love me two times!

  • Oct. 1st, 2009 at 5:54 PM
Supervisor craze
Drugie też zdałam!!! :D:D:D Oba na 3 ale shh! I tak dobrze :P
Idę dzisiaj na Tarantino i świętować, a jutro po wpis z jednego i najlepiej jak się da to i drugiego (ale wątpię) i żegnaj sesjooooo :D

A przedwczoraj się dowiedziałam, że aby mieć stały aparat muszę wyrwać wszystkie czwórki =_=;;; Auć.

No nic no nic.

AAAAAAA cieszę się :DDD

Hail, hail the lucky ones!

  • Sep. 26th, 2009 at 3:33 PM
hug?
I passed! Zdałam! Ich habe...no kurwa cokolwiek by to po niemiecku było :D

Nieważne, zdałam i się cieszę i szaleję i w ogóle! Piekło opisówki już za mną więc nic tylko świętować.
A, nie jednak nie do końca.
W środę jeszcze językoznawstwo. Ale to na spokojnie raczej. Muszę się tylko faktycznie pouczyć i źle nie będzie raczej :) 

Ech.
Błogość :D

Dance Arround!

  • Sep. 22nd, 2009 at 2:34 PM
piss it
O hey there world~!
It's completely not because of my extreme laziness that I didn't update before. Oh, wait. It is.
Ok, so I didn't update before for I was lazy. Not that it changed :3 but obviously I missed my journal :) Oh and I was supposed to be learning. Because tommorow is my descriptive grammar exam. PANIC ATTACK!!!!!!!
Khem, well.
Just wanted to say hi I guess. And delay the moment I will sit down for the final act of desperately trying to remember all this uselles things for the exam....
Aaaanyways, for all of you that still live in the world unaware of it I say: Check out a polish band playing Irish/Scottish/Gaelic folk combined with contemporary music Beltaine. I fell in love. Seriously!

Ok, enough of my panic rambling, now I go to learn :<

Oh and I'm considering making some kind of a layout here for this one although preety is boring me xD

See you if I live through tommorow >_<

Wanna be startin' somethin'?

  • Aug. 12th, 2009 at 3:17 PM
hug?
Hej hej hej!
Tak tylko daję znać, że właśnie się pakuję i niebawem wyruszamy z wyrodnym bratem w Bieszczady :) 
Zobaczę dziadków! :D
Cieszę się jak głupia, bo długo (zbyt długo!) staruszków nie widziałam, a pora się pokazać i ich nieco rozczarować :P
Nic no, czeka mnie długa i nudna prawdopodobnie podróż, jak dobrze, że się skusiłam na soft pack marlborasków ;]
nic no muszę w końcu przestać odwlekać nieuniknione i iść się spakować ;__;
Kanda sigh
Cause no song lyric in english would make it.

A tak serio, to muszę powiedzieć, że coś sensownego (to znaczy bezsensownego, bo wkurzonego i smutnego) chciałam tutaj napisać, ale poszłam spać i mi się to jakoś zdematerializowało.

Przysięgam, gdybym mogła zabierać lapka do pracy...

no dobra, to idę oglądać kreskówki, a na lja zajrzę jakoś wkrótce khem jasne jasne khem



jakiś chętny do kupienia mi skanera albo fotoslepu?

Kurt hand
Chcę w góry.
 Myślałam dużo ostatnio o Szkocji, jak błogo mi tam było kiedy w końcu huknęłam na depresję i wybywałam sobie poprzechadzać się po okolicy. Jak wszechobecna zieleń i szarości koiły moje serce. Jak uspokajałam się przed obliczem tych skalnych gigantów i ciągłego szumu morza w pobliżu.
Matko ile ja bym dała żeby znowu tam pojechać.
Nie na tak długo oczywiście. Chociaż, z odpowiednimi osobami to to by mogło się udać.
Ale Arran. Cholera, chciałabym tam pojechać.
 No ale, póki co jawi się to jako niemożliwe niestety. Więc pozostają zawsze Bieszczady.
I o ile nie mogę liczyć na aż tak magiczną atmosferę (morze, morze, dajcie mi tamto morze!), to jednak te góry mam we krwi. Nie zrozumcie mnie źle.
 Nie chodzę po górach. Nigdy ani mi się nie chciało ani nic. Ale przebywać w ich otoczeniu. Oj tak tak.
 Baby, since I've been lovin you   mruczy mi z głośnika pan Plant, a pan Paige wygrywa najpiękniejsze dźwięki jakie człowiek mógłby sobie zażyczyć....
Oj tak tak, ta piosenka ostatnio wciąż mnie uwodzi...
Kurwa.
Zawaliłam dwa egzaminy. Całe szczęście, że je można poprawiać we wrześniu bo bym trochę w dupie była.
Muszę się zmotywować na wtedy wreszcie. Może po tych dwóch miesiącach będę do tego choć trochę zdolna. Mam nadzieję.
Bardziej niż teraz, tak w dupie jeszcze nie byłam.
Mam wrażenie, że topię się w swojej bezużyteczności. A jednocześnie gdzieś tam pod tą powłoką marazmu kompletnego przebujają się szlachetniejsze, bardziej życiowe instynkty moje. I wiecie co. Mam nadzieję, że się przebiją wreszcie.
Nic no.
Może tak dzisiaj strasznie pitolę, bo jestem chora? A propos, duszę się. Flegmą. Fuuu!
Nic no.
Idę sobie jeszcze coś pogotować (tak, mam ochotę, a co) bo na 18.00 do roboty. Dlaczego kurwa nie moze być deszczu żeby mi powiedzieli żebym poszła sobie w cholerę? To byłoby miłe i pożądane. A tak to kurwa do drugiej....Ech, mam tylko nadzieję, że nikomu nie nakaszlę w zapiekankę czy do piwa. Pfech.

You had to do someone else.

  • Jun. 8th, 2009 at 8:29 PM
Kanda glare
Fuck.
FUCK
FUUUUUUUUCk!
Miałam tu cały gotowy już do spostwania wpis.
Który właśnie poszedł się kochać.
Trudno
innym kurwa razem
wali \
mnie
to.

Road trippin' with my two favorite allies.

  • May. 13th, 2009 at 3:31 PM
Lavi smile
Pozwolę sobie na
TAK! TAK! KURWA TAK!
Wreszcie wreszcie wreszcie udało mi się przebrnąć przez egzamin na prawo jazdy!
In ur face suckers! :DDD

A tak na poważnie, prawko będę miała za jakieś dwa tygodnie i już niemal nie w ogóle nie mogę się doczekać czasu, gdy pierwszy raz będę sama siedziała w autku i gdzieś sobie jechała :D nieco mnie to oczywiście przeraża, bo nie ma kto krzyknąć: Uwaaaażaaaaaj! , ale co tam :D

Wraz z tym przyszła lekka poprawa humoru.
Poza tym, czekam na wiadomość od menegerki pubu w którym pracuje moja kumpela, jakby mnie tam zatrudnili świat byłby piękniejszy ;)
No a tak poza poza wszystkim, to muszę wreszcie ściąć włosy O.O Ale to zależy od byłej mojego brata, więc na razie o tym aż tak nie myślę.

Podsumowując nie jest źle, ale dobrze też nie bardzo.
Acha.
Jeżeli nie wezmę się już tak całkiem poważnie za naukę, w tym szczególnie opisówki, nie zaliczę sesji O_O;;;;;;
Seriously.

Kurwa kurwa kurwa. Z 8 egzaminów, które nam przyjdzie teraz pisać, ten jeden powoduje u mnie skurcz zwieraczy. Mówię prawdę.
I speaking i writing i kurde poezja powinny pójśc gładko, a literaturoznawstwa i językoznawstwa da się wykuć, ale opisówka to mój koszmar.

Nie muszę wspominać, że motywacja nadal nie podskoczyła? Ech.
No nic.
Mój LJ był smutny, więc pomyślałam, że wpadnę i się pochwalę.
Ok.
Time to go.

We didn't stop the fire!

  • May. 3rd, 2009 at 10:24 PM
Supervisor craze
Well hello everyone!
Just thought I stop by and tell you I'm alive.
Well there you have it.

Okay, back to supernatural nao.

One fine Day.

  • Apr. 22nd, 2009 at 1:11 PM
Tyki not amused
Hoho.
Już myślałam, że demotywacja lekko popuściła żelazny chwyt na moich mentalnych jajach, ale nie do końca ( xD kto wie o co chodzi, ręka do góry :P )
Jutro mam egzamin na prawo jazdy. 5 raz. Kurwa.  Już serio mi się odechciewa. Jak jutro tego nie zdam to się wkurwię.
Idę za moment pojeździć z bratem, coby sobie skrzynię biegów przypomnieć (tak to jest jak w domu ma się automat) .
Poza tym?
Poza tym jest kilka rzeczy, które może opiszę, ale póki co chyba nie ma na to czasu, a i z chęcią cinko.
Ale wrócę, może dzisiaj napompowana pozytywną energią po spotkaniu z panem Tomlinsonem będę miała nastrój do wynurzeń. I zanurzeń.

Ha ha, to mi się udało <sarkazm>

Nic no, proszę państwa, we shall be back.

howgh.

Maybe I'm not dead, but I keep trying

  • Apr. 14th, 2009 at 5:31 PM
Supervisor craze
HA. HAHA. Uhuhuhu.
Taaaaa.
Ambitne plany zazwyczaj kończą się wyjątkowo mało ambitnym upadkiem ichnim.

Kopniak motywacyjny?
Hahahaha.....

Więc nadal się opierdalam koncertowo, chociaż nie powinnam i zaczynam mieć totalne huśtawki mega depresyjności, a potem mega zajebistości życia samego w sobie.
Prozac anyone?

Nic no. Mam jeszcze parędziesiąt godzin na rehabilitację, nye?

A potem to się kopnę, ale nie motywacyjnie, o nie.

Piszę żeby zupdateować LJ, w sumie jak zwykle nic do przekazania.

Howgh.

It's better to burn out than to fade away.

  • Apr. 5th, 2009 at 11:29 PM
Kurt hand
15 years. Can you believe it?



Rest in peace Kurt.

Peace Love Empathy.
Over and out.

Kurt hand
 Przesilenie wiosenne oprócz dużej dawki miłych uczuć, kojarzących się ze słoneczkiem i dodatnimi temperaturami póki co przyniosło mi tylko katar. Żadnej motywacji.
 Zaczynam się przyzwyczajać...
Leń we mnie rośnie w siłę i powoli pochłania jakąkolwiek dawkę entuzjazmu jaką kiedykolwiek miałabym jeszcze nadzieję z siebie wykrzesać.
Nie ja nie narzekam, skądże. I wcale nie mieszkam w kraju, w którym 90% ludzi 90% swojego czasu poświęca na narzekanie. Skądże.
Ja, sarkastyczna?? Gdzieee tam...
No dobra, Słot, ale teraz to już tak serio serio, pora samej sobie wymierzyć  motywacyjnego kopniaka i nie oglądać się na biednego Boga, który ostatnimi czasy pewnie sporo na głowie ma.
Bądźmy hip i trendy, nadążajmy za czasami, i tylko co jakiś czas podołujmy się przy smutnej muzyce.
Zanik fukcji życiowych mózgu.
 Nie ćwiczone mięśnie zanikają.
Cofam się w rozwoju, serio.
Mała wprawka pisemna powinna mi pomóc porozciągać szare komórki. Problemem jest brak motywacji. Brakuje mi nawet motywacji żeby poprzechodzić gry komputerowe, co jest już naprawdę żałosne. A jak znów załapałam fazę na Wiedźmina, to mi się chuj tnie jak skurczybyk kiedy już kurwa, przeszłam tą misję która mi zajęła tyle czasu i nerwów. Wrrr.
Nic no, idę swoją zakatarzoną osobę zająć Phoenixem Wrightem czy Rebornem. I chuje-muje, potrzebuję spiraconego paintera, ale nie mogę póki gwarancja działa,
A i chyba rozgryzłam częściowo kiedy mój komputer stroi sobie żarty złośliwie wyłączając dźwięk. Muszę się z tym przejść do serwisu, ale (ostatnio odpowiedź na 98% przypadków) nie chce mi sięęęę.
A jebać to.
Mój LJ był smutny więc trochę popitoliłam o niczym.
Nic no.
Over and out.
Kanda special
...on the beach.


Jestem coraz lepsza w życiu w przeszłości. Wszystko co było, jest takie wspaniały, intensywne, wciąż krązy wciąż się dzieje...już nie wiem czy to po prostu magia wspomnień, czy fakt, że obecnie chujnia z grzybnią i czuję się jakbym się cofała do fazy komórkowej...
Matko kochana. Tęsknię za swoimi starymi znajomymi. I już nie mówię tylko o Rudej i Olci, ale o Adku. O tym, że dawniej z tygodnia na tydzień przybierało propozycji na wyjścia i miałam wszystko w dupie i mogłam się do woli wyszaleć. A teraz nie dość, że nic jak zwykle nie dzieje się w sferze E, to jeszcze coś się kurwa, porobiło i znajomych mi wsiąkło.
Jutro wychodzimy z Ew i Agatą i chuje muje, mam nadzieję, że się wreszcie zbierza jakaś ekipa i że coś się zacznie dziać.
Poza tym, coś cienko będzie bez tego kopa motywacyjnego.

Przeglądam stare zdjęcia i ta dziewczyna wydaje mi się nawet całkiem ładna. Może to dlatego, że jej uśmiech nie jest wymuszony i że na każdym zdjęciu albo otacza ją grupka dobrze jej znanyh osób, albo uśmiecha się do fotografa. Tamta dziewczyna nie zadawała sobie ciągle pytań w rodzaju 'i co teraz będzie' albo 'jak ja się w tym wszystkim mam ogarnąc' albo 'czy to odpowiedni moment na strzelenie sobie w łeb?'

Swoją drogą mialam dzisiaj chwilę głębokiego zastanowienia nad sobą. Bo ja tak naprawdękomplenie nie mam poszanowania dla swojego życia. W sensie, jasne, miło jest i tak dalej, ale sądzę, że niestety odziedziczyłam wsszelkie samobójcze geny krążące w mojej rodzinie. Fascynacja Cobainem też nie pomafga. To znaczy, nie zrozumcie mnie źle, nie mam zamiaru na razie odwalać kity, ohoho, no way, ale tak serio, jak kiedyś mi się to wszystko po prostu znudzi....no rozumiecie?
Nie mam jakiś wielkich oporów moralnych kiedy myślę, że jak już naprawdę to wszystko wyjdzie mi bokiem, to chciałabym to sama skończyć. Trochę problematyczna tutaj jest kwestia mojej wiary (sami wiecie, Bóg i samobójcy to chyba jednak nie najlepiej zgrana paczka w drugim świecie), którą muszę się przyznać wciąż wyznaję (i znowu, nie zrozumcie mnie źle, wierzę w Boga, nie kościół.), ale jako, że póki co nie jest to jakoś szczególnie pilna kwestia olwam ją kompletnie.

Chciałabym mieć znowu 4 lata. Hm albo 18. Chciałabym mieć do końca życia 18 lat. I tęsknię za capoeirą. Co mi przypomina że muszę iść do ortopedy z moją zmasakrowaną kostką. Lekarka mi powiedziała, że to może być operacyjne....zajebiście. A no i wypadałoby się dowiedzieć czemu miałam wczoraj reakcję alergiczną skoro nie brałam nic przeciwbólowego :/ No i kurwa, chciałabym wyleczyć rogówkę żeby móc nosić soczewki :(
Jestem wrakiem, naprawdę.

Nic no, chyba idę spać, może poczytam sobie jeszcze Mansfield Park, bo na Reborna nie mam już siły, w Phoenixa też grać nie będę.

Papa wszystkim, zbereźnych snów z EdgeworthxPhoenix sobie życzę (mwahaha) i c ya nibawem.

Over and out.
Tyki
 So very sorry for everything.
Considering my age and circumstances I should be a different person.
Ah well.
 Seriously this self torturing by going sleep so late I know I'll drop in coma on my first lessons has to stop.

Oh and Phoenix Wright rocks. Go EdgeworthxPhoenix supporters!!! :Q

Anyways...
want to do so many things.
But the time flows and basically I woke up in deep shit. As always, so no news here.

Didn't I ask for divine kick of motivation? Well...I may have motivation but is seems that my uselessness far surpasses any of the kind. Somebody kill me please?
Next time I want to be a dolphin. Or become a ghost. Haven't quite decided yet. I think I'd first go with the ghost thing. Definitely.
At first I'll scare the shit out of everyone and then I'll be the good, pass-me-the-salt-dear-mrs-poltergeist- ghost.
Its decided then.
Where's my killer?
old avatar death
Moja upartość objawia się i znika.

Nie pójdę do optyka poluzować sobie nauszniki okularów, bo wierzę, że same sie poluzują, a tak będę musiała później iść i je przyciaśnić. Co z tego, że za uszami czuję jakbym miała otwartą ranę...
  Poza tym uparcie chodzę spać za późno, na czym cierpi moja nauka.
Nie pójdę pracować na promocjach, mimo, że załatwiłby mi to kumpel mojego brata, bo pamiętam jak się przeraziłam jak sobie zdałam sprawę, że wcale nie podoba mi się pomysł tych promocji.

 Ale nieważne. Moja nieśmiałość ma tendencje do wychodzenia w najgłupszych momentach.
Za to, gdy potrzebuję się czasem zamknąć, nie mam żadnych oporów w mówieniu, tego co ślina mi na język przyniesie...

Mam ochotę porysować. Ale nie mogę spiracić sobie paintera, a rysik do wacoma nadal stanowi obiekt niedostępny =.='
A no i muszę iść w końcu z lapkiem do wujka. Ale prawa Murphy'ego nie śpią i ciągle lubią mnie brać na obiekt swych żartów, więc obawiam się o wszystkie swoje dane.
 Ojojojoj....

Boski kopniak w dupę nie bardzo nastąpił.
To znaczy byłam na rozmowie o pracę, którą chciałabym dostać. Ale sporo trzeba przygotować na to coś i jak zwyle włączają mi się second thoughts. Ale tym to już ja się zajmę.

Chciałabym dokończyć opowiadanie przed końcem marca i je wysłać. Ale nie pamiętam jak je miałam zakończyć. Muszę dość szybko wymyślić coś nowego jeżeli ma się udać. A póki co czas zajmuje mi oglądanie supernatural i czytanie katekyo hitman reborn.

Nie to żeby narzekała, o nie ;]

No nic, panowie i panie. Wracam do czytania.

Kanda sigh
 Jest źle. Gorzej.
Jezu.
Ja i mój brat mamy felerny genotyp.
Ale nie jestem w stanie o tym myśleć, bo się mi źle robi.
Dzisiejszy dzień mimo tragicznego początku nie był zły. Zwyczajne pogaduchy z Ewą i Anią były miłe.
Piwo z nimi też miłe (mimo kopulującej niemal pary obok ;] )
Muszę się pouczyć na jutro. Ale mi się nie chceeeee...
No nic.

Modlę się o jakąś boską dawkę motywacji i chęci. Bo póki co cienko z nimi. A muszę tyle rzeczy zrobić. Sama dla siebie i dla innych.
Problemem jest jak zawsze moje pojebaństwo. Ale to tylko moja opinia.

Szatniarz z bilbioteki nieporadnie mnie chyba podrywał. To takie słodkie. Po raz pierwszy od ohohoo nie pamiętam poczułam, że nie jestem jeszcze wysterylizowanym kalafiorem. Inna sprawa, że szatniarz sw bibliotece to nie...hm. Jest on szatniarzem.
Czycha na niewine sztuki odżieży by dostać je w swoje ponumerowane szpony. Creepy.

Postaram się sobie wyznaczyć dzisiaj limit na house md. Nie tylko muszę się pouczyć, ale jutro mam rozmowę o pracę. Cholera, mam nadzieję, że to wypali. Ale cholera powinnam tak czy owak coś do kwietnia znaleźć. Hm. No się zobaczy.

Boże! Daj mi siłę. Albo nie. Motywacyjny kop w dupę powinien wystarczyć.

I znowu odechciało mi się palić zapewne. Dajmy temu czas.
house pills
Hello world.
Again.
I'm extremely thoughtful and teary after watching House 4th season final episode "Wilson's Heart". I hate and love the script writer at the same time. Moving on, moving on...


Have some of the photos I took on my pc. Will post a link when I load them on Deviantart.

Anyways.
I need to stop regretting things.
And possibly, stop obssesing over my journal.


I'm not crazy.
Wee-eeeell, maybe just a tiny-teeny-bity-bit.
But not more than that.
We-eeeell, maybe just a bit more.

Ok. Knowing me and my addiction to new things that don't bore me yet a new entry will be coming soon.
I'll try to have something to say next time.
(btw I love striking things out. Think you've noticed)

Over and out.

Latest Month

November 2009
S M T W T F S
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Syndicate

RSS Atom
Powered by LiveJournal.com